Letni Zlot Jawerów “Knedlem Nad Miedwie” Morzyczyn 28-30 czerwca 2019

W końcu udało mi się wyrwać na zlot Jawerów. Od 3 lat próbowałem stawić się na takim spotkaniu, ale praca i studia skutecznie uniemożliwiały wyjechanie gdziekolwiek dalej motocyklem.
Przygotowania na wyjazd ograniczyły się do minimum – wszak to tylko 80 km od domu i jedna noc w namiocie. Wysłużony plecak, torba na bak, skórzana kurtka, buty i rękawice motocyklowe w zupełności wystarczyły do spakowania ubrań, śpiwora, zapasu energii dla telefonu i kamery. Karimata przy pomocy opasek zaciskowych przytwierdzona do uchwytów pasażera jednocześnie robiła za mocowanie butelki z wodą. Silnik dzień przed wyjazdem został przepalony i nie sprawiał problemu. Natomiast w dzień wyjazdu….

Problemem była niska jakość części – zestaw naprawczy gaźnika z chin napsuł mi sporo krwi. Najpierw zaworek iglicowy w szybkim czasie zużył się na tyle, że zaczął się blokować podczas jazdy zalewając silnik jak i jeźdźca paliwem, następnie pływak utracił szczelność, nabrał paliwa, zwiększył swoją wagę i w efekcie jeszcze bardziej wzbogaciła się mieszanka. Silnik przy stałym położeniu przepustnicy dopalał niespalone paliwo generując bardzo nieprzyjemne dźwięki i wibracje. Aby chronić wał korbowy i łożyska musiałem cały czas jechać powyżej 4 000 obr/min…

Na zlot dotarłem o własnych siłach i o własnych siłach wróciłem do domu. W obie strony około 180 km przy średniej prędkości 110 km/h i spalaniu 6/100 km. W połowie trasy prędkościomierz przestał wskazywać cokolwiek, stracił napęd linki od strony silnika. Linka stopu pękła na samym początku podróży.
Stanie w garażu nie służy Jawie…

Zlotowiczom nie przeszkadzały ani Japońce ani jedna MuZeta, wszak to “zlot ludzi z maszynami, a nie maszyn z ludźmi”. Na zlot Jawerzy przybyli w większości 350tkami, było ich około 30 z różnych lat produkcji, od pierwszych egzemplarzy 638.5 po obecnie “produkowane” 350 Classic. Niektórzy z Jawerów pokonali ponad 800 km samotnie mając do dyspozycji podstawowe narzędzia.

Atmosfera bardzo przyjazna. Atrakcjami były m. in. ognisko, wyjazd do Muzeum Techniki i Komunikacji w Szczecinie, rozmowa z gościem specjalnym, rejs łódką po jeziorku. Niestety, nie dane było mi zostać do konkursów – obowiązki ponaglały.
Wszystkim przypadł do gustu pomysł organizatora – zamiast “blachy” kubek na pamiątkę. Miejsce zlotu nad jeziorem było strzałem w dziesiątkę. Cisza, wszędzie zieleń i jak na Polskie warunki – czysto.

Skrobnij coś :)